Pamiętnik z Portugalii: dzień 1 – ten, w którym prawie nie dotarłyśmy na lotnisko

10 maja

12:15

Spotykam się z Sylwią na krakowskim dworcu. Mamy jechać FlixBusem na lotnisko w Katowicach… A jednak nie FlixBusem. Czym my właściwie jedziemy?

12:21

Znajdujemy autobus z napisem „Katowice”. Wkładamy walizki do luku bagażowego i czekamy w kolejce.
– Nie mam pań na liście. Gdzie panie chcą jechać?
– Na lotnisko.
– Na lotnisko? To na pewno nie tym autobusem…

12:26

Za 4 minuty odjeżdża nasz bus do Katowic, a my stoimy na środku dworca i nie wiemy gdzie mamy iść.

12:29

Wepchałyśmy się w kolejkę do kasy biletowej. Znudzona pani w okienku podała nam numer stanowiska. Zdążyłyśmy w ostatnim momecie… My w tej Portugalii zginiemy…

15:00

Siedzimy na lotnisku. Nauczone doświadczeniem sprzed roku, kiedy lecąc do Barcelony nie zabrałyśmy ze sobą jedzienia i byłyśmy zmuszone kupić na lotnisku kanapkę za 25 zł (-.-), wyciągamy własnoręcznie zrobione kanapki z plecaków. Sylwia pyta, z czym jest moja.
– Z białym serem, z żółtym serem, z serem pleśniowym, z pomidorem… i z pastą pomidorową.
… Także tak… Definicja silnej, niezależnej kobiety-wegetarianki.

20:51

Wylądowałyśmy w Porto. Trzęsiemy się z zimna. Czy my naprawdę jesteśmy w Portugalii?

22:00

Docieramy do hotelu. Jest w cudownej lokalizacji, nad rzeką. Miła pani z recepcji prowadzi nas do pokoju. Wszystko wygląda super… dopóki nie wchodzimy do łazienki. Serio? Co jest nie tak z tymi Portugalczykami? … Ustalamy koronną zasadę tego wyjazdu: jak jedna z nas jest w łazience, to druga patrzy za okno.

22:28

W pokoju nie ma szafy, więc nie ma co się rozpakowywać. Przebieramy się i wychodzimy na miasto. W końcu jesteśmy w Porto. Liczymy na to, że ta rzeka koło hotelu to też jest wino.

22:30

Wchodzimy do pierwszej lepszej restauracji. Zamawiamy rybę i wytrawne wino. Ryba 4/10. Wino 10/10.

11 maja

00:01

Wychodzimy w cudownych humorach z restaracji. Idziemy szukać innego miejsca do siedzenia. Kierujemy się w stronę rzeki i przystajemy przed jednym z szyldów. Zaczepia nas dwóch Francuzów. Zagadują, co robimy i pytają, czy nie napijemy się z nimi wina. Jesteśmy w Porto, więc stwierdzamy, że to nie taki zły pomysł. Wiecie, w Porto wszystko wygląda na dobry pomysł.

00:45

Przestaje mi się to wszystko podobać, bo wszystkie knajpy się już powoli zamykają. Hello! Jesteśmy w Portugalii czy gdzie? W końcu coś znajdujemy. Wino już nie smakuje aż tak super, ale nie jest źle.

1:03

Okazuje się, że ci Francuzi też są z branży IT. Poza tym byli bardzo zdziwieni, jak zapytałyśmy o bezpieczeństwo we Francji. I zaczęli gadać o polityce. Zwijamy się…

1:42

Docieramy do hotelu. Sylwia wyciąga swoją ostatnią kanapkę z drogi. Jej kanapki były bardziej urozmaicone, więc nie faszeruję się już serem i pomidorami. Jemy obserwując przez okno bardzo wąską uliczkę. Nasz pokój jest na trzecim piętrze.

1:50

Ok, na ulicy nic się nie dzieje. Ale dzieje się po drugiej stronie, w kamienicy na przeciwko, na piętrze niżej. Może oszczędzę szczegółów, bo nie był to zbyt miły widok. Był tam pewnien pan, który coś robił… resztę się domyślcie. I on nas widział… Przeraził nas jego wzrok. Kanapkę dokończyłyśmy przy zamkniętym oknie.

2:30

Padamy na twarz. Pierwszy wieczór w Porto uważamy za udany. Dobranoc!

CIĄG DALSZY NASTĄPI…


Bądź na bieżąco:

FACEBOOK

INSTAGRAM

4 uwagi do wpisu “Pamiętnik z Portugalii: dzień 1 – ten, w którym prawie nie dotarłyśmy na lotnisko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s