Troski proszę zostawić w szatni! – „Cabaret” w Teatrze Rozrywki w Chorzowie

„Życie kabaretem jest”, to każdy wie, a ostatnio kabaretem jest też polska scena musicalowa, bo aż trzy polskie teatry niezależnie od siebie grają na swoich deskach ten spektakl. Ja widziałam dwa z nich. W styczniu w krakowskim Teatrze STU, o czym pisałam >>TUTAJ<<, a ostatnio też w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, o czym piszę w niniejszym poście 🙂 Trzeci „Cabaret” gra warszawski Teatr Dramatyczny i być może kiedyś tam też zawitam.


Twórcy

Reżyseria: Jacek Bończyk
Scenografia, reżyseria światła: Grzegorz Policiński
Kostiumy: Anna Chadaj
Choreografia: Inga Pilchowska
Przekład libretta: Kazimierz Piotrowski
Polskie słowa piosenek: Wojciech Młynarski, Jacek Bończyk

Plakat i program o rozmiarze plakatu

Teatr Rozrywki zorganizował dla studentów ASP w Katowicach konkurs na plakat. Super, że wspierają młodych artystów 🙂 Wygrał naprawdę pomysłowy projekt Magdaleny Marczyńskiej. Moim zdaniem przedstawia wszystko, czym jest „Cabaret”.

fot. facebook Teatru Rozrywki w Chorzowie

Pozostałe prace, które brały udział w konkursie można obejrzeć w foyer Teatru Rozrywki.

Jeżeli myśleliście, że widzieliście każdy możliwy format programu teatralnego, to przyjdźcie do Teatru Rozrywki, żeby się przekonać, że jesteście w błędzie. Program „Cabaretu” przypomina przedwojenną gazetę, składa się z luźno złożonych ze sobą, niespiętych arkuszy papieru, a jego rozmiar jest większy niż A3.

Robi wrażenie mimo swojej niepraktyczności 😛 Trudno było siedzieć z tym programem na widowni, a co dopiero wieźć go autobusem do Krakowa, nie mówiąc już o tym, że teraz nie mam gdzie go położyć, bo nie mieści się w moim pudełku na programy teatralne 😛 Mimo to, plus za pomysł!

Kabaret KitKat

Gdybym miała opisać tę wersję „Cabaretu” jednym słowem, to bez wahania powiedziałabym „przepych”. Od początku spektaklu możemy podziwiać imponującą scenografię przedstawiającą kabaret KitKat. Na środku sceny ustawione są ogromne kobiece nogi w szpilkach wykonane z czegoś, co przypomina kamień, a pomiędzy nimi tańczą wspaniali tancerze i tancerki zespołu baletowego Teatru Rozrywki. Te sceny taneczne wplecione pomiędzy sceny „pchające” fabułę do przodu są wyjątkowo widowiskowe. Przygotujcie się na prowokacyjne, odważne tańce skąpo ubranych kobiet i mężczyzn w damskich strojach 😛

for. Artur Wacławek

Kto nas będzie bawił?

Mistrz Ceremonii jest jedną z moich ulubionych postaci musicalowych w ogóle. Jest charyzmatyczny, wręcz elektryzujący, trochę szalony, powinien skupiać na sobie uwagę widza, bo przeprowadza go przez całą historię, otwiera i zamyka spektakl. Moim zdaniem, grający go Kamil Franczak świetnie dał sobie radę z tak wymagającą rolą. A ta jego piękna długa cekinowa czerwona suknia z dekoltem po pępek… ah! Każda kobieta o takiej marzy 😀 A na szpilkach chodził zdecydowanie lepiej niż ja! #zazdro

Kiedy teatr ogłosił obsadę „Cabaretu”, to tak naprawdę szukałam tam jednego nazwiska: Marek Chudziński. Był on moim ulubionym aktorem, kiedy trzy lata temu zaczęłam romansować z musicalami 😛 Marek Chudziński gra Ernsta Ludwiga i, rzecz jasna, robi to świetnie. Na początku wzbudzał sympatię, ale zimny dreszcz przeszył mnie, kiedy na przyjęciu zaręczynowym Frauelin Schneider i Herr Schultza zdejmuje płaszcz i nagle zaczyna razić w oczy swastyka na jego ramieniu.

A po spektaklu spełniło się moje małe marzenie i poznałam pana Marka osobiście (dzięki Moni z bloga Spojrzenie na musical) ❤

Wioleta Malchar-Moś i Hubert Waljewski w rolach Sally i Cliffa przekonująco przedstawili bardzo trudną relację swoich bohaterów. Wspaniała była też Maria Mayer w roli Frauelin Schneider, która kojarzyła mi się z taką kochaną babcią i śledzenie jej losów wywołało we mnie autentyczny smutek. To samo zresztą z Dariuszem Wiktorowiczem, który świetnie zagrał Herr Schultza. Oba wątki miłosne są w ogóle wyciskaczami łez (gdybym miała skłonność do płakania w teatrze, to bym się rozpłakała).

STU czy Rozrywka?

Pewnie się zastanawiacie, który „Cabaret” bardziej ujął mnie za serce, ten z Teatru STU czy z Teatru Rozrywki. Odpowiem dyplomatycznie, że są one po prostu inne i można, owszem porównywać poszczególne postaci, ale ogólnego wrażenia nawet nie będę próbować zestawiać i oceniać. „Cabaret” ze STU, ze względu na charaterystyczną scenę w tym teatrze, jest bardzo kameralny, gra tam minimalna ilość aktorów (całe 7). Teatr Rozrywki ma możliwości stworzenia dużo większej scenografii i zaangażowania większej ilości aktorów, przez co atmosfera jest naprawdę zupełnia inna. Jednak obie wersje mają swój urok i z ręką na sercu polecam obie.

Co mi brakowało w Teatrze Rozrywki to to, że w ich „Cabarecie” nie było piosenki „Mein Herr” śpiewanej przez Sally 😦 Liczyłam też na więcej dragu, ale to już taki szczególik, bo po prostu lubię drag 😛

Iść czy nie iść?

Szczerze Wam powiem, „Cabaret” nie jest moim ulubionym musicalem, bo jest bardzo niewygodny. Tutaj beztroska miesza się z niepokojem, radość ze smutkiem, zachwyt ze strachem, a widz siedzi i nie wie, czy ma pójść za radą Mistrza Ceremonii i zostawić troski za drzwiami czy posłuchać swojej intuicji i zatopić się w klimacie nadciągającej ery nazistowskiej.

I właśnie dlatego warto iść i doświadczyć tego na własnej skórze. Jest duże prawdopodobieństwo, że „Cabaret” Teatru Rozrywki wbije Was emocjonalnie w fotel.

5 uwag do wpisu “Troski proszę zostawić w szatni! – „Cabaret” w Teatrze Rozrywki w Chorzowie

  1. Dorzucam swoje trzy grosze, bo akurat wczoraj obejrzałam i… Jestem bardzo, bardzo rozczarowana tym, co zobaczyłam na scenie. Zgadzam się co do Mistrza Ceremonii i dekoracji w KitKat, ale cała reszta zawodzi na całej linii. „Kabaret” Jacka Bończyka jest wykastrowany z dekadenckiego klimatu oraz wszystkich znaczeń i smaczków, za które pokochałam wersję Boba Fossa. Nie udało się też oddać atmosfery grozy narastającego faszyzmu. Bardziej wyszło rozrywkowo niż na poważnie, a w „Kabarecie” ta powaga jest najważniejsza. 😦

    Polubione przez 1 osoba

    1. Widziałam właśnie, że pisałaś to na insta 🙂 To prawda, że było rozrywkowo, szczególnie te sceny w kabarecie są bardzo wesołe. Ten „Cabaret” w STU chyba jest bardziej mroczny, pewnie dlatego, że jest minimalistyczny. Ja nie oglądałam filmu, może dlatego inaczej też patrzę na ten spektakl. Mnie się podobał i szczególnie drugi akt był wg mnie bardzo emocjonujący.
      Ale rozumiem też Twoje odczucia i fajne jest to, że każdy może wyjść z teatru ze swoim zdaniem na temat sztuki 🙂

      Polubienie

  2. Czuję, że moja pozycja megafanki Marka Chudzińskiego jest poważnie zagrożona 😂😂😂 Teraz pytanie, czy połączyć siły i zakładać fanklub, czy może zacząć otwartą wojnę i przy najbliższej okazji nawzajem wydrapać sobie oczy 😂
    A tak na poważnie, zgadzam się niemal we wszystkim – może trochę mam problem z Mistrzem Ceremonii, bo jednak trochę zabrakło mu takiej hipnotyzującej mocy, która sprawiłaby, że miałabym ochotę wejść w ten świat, gdzie wszystko jest „piękne”… Ale niezmiennie doceniam jego ciężką pracę, którą naprawdę tu widać 🙂 Reszta obsady to majstersztyk ❤ Maria Meyer, Wiola Malchar-Moś, Dariusz Wiktorowicz… no i oczywiście nasz Ernst Ludwig ❤ 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Monia, ja jestem jednak za fanklubem 😀 Będzię bezpieczniej 😛 W ogóle jak super jest spotkać kogoś, kto lubi tego samego artystę!! Tyle tematów do rozmowy jest 😀
      A co do Mistrza Ceremonii, to przyznaję, że Krzysztof Kwiatkowski z Teatru STU dalej jest moim numerem jeden, ale mimo wszystko podobał mi się Kamil Franczak 🙂 Z przyjemnością mi się na niego patrzyło.
      Ale Ernst Ludwig i tak najlepszy ❤

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s