Kulturalne podsumowanie lutego ’19

Jeżeli u Was też czas leci w takt kolejno przeczytanych książek, a miesiąc dzielicie na części między kolejnymi wizytami w teatrze, to mam dla Was dobrą wiadomość! Świetnie trafiliście! A jeśli jesteście tu przypadkiem albo z ciekawości, to jest szansa, że też Was zaciekawi moje kulturalne podsumowanie lutego. Tak czy siak, zapraszam do czytania.


Teatr (tudzież opera)

Zapragnęłam poeksperymentować z innymi gatunkami niż musical. Zaskoczona byłam, że aż tak dobrze się bawiłam na operetce, bo zawsze myślałam, że gatunek dla nudziarzy (sorry 😛 ). Zdanie jednak zmieniłam. „Zemsta nietoperza” była tak zabawna, że dosłownie śmiałam się na głos jakby ktoś opowiadał dobre żarty, a do tego te współczesne dodatki typu „Bałkanica” czy „Miłość w Zakopanem” śpiewane w stylu operowym to był sztos 😀

Nie oglądając wcześniej filmu (tak, nie oglądałam „Gorączki…” z Travoltą, tacy ludzie jeszcze istnieją 😛 ), nie wiedziałam, czego się spodziewać. Myślałam, że zobaczę coś luźnego i przyjemnego, ale luźne i przyjemne w tym musicalu są praktycznie tylko sceny taneczne (swoją drogą, fenomenalne! I wielki szacun dla aktorów, którzy nie są na co dzień profesjonalnymi tancerzami, a tańczyli tak, że oczu oderwać się nie dało!). Pod tymi neonami i tańcem kryje się jednak historia przyjaciół, którzy pośród narkotyków, seksu i wszechobecnej zabawy zgubili sens życia. Moje subiektywne TOP 3 aktorów z tego spektaklu: Maciek Podgórzak, Krzysztof Wojciechowski i Krzysztof Kowalski.

To mój drugi raz i za drugim razem było jeszcze lepiej niż za pierwszym. Byłam przygotowana na tę dzikość, którą na scenie ujrzę i skupiłam się bardziej na muzyce. Ostatnio pisałam, że muzyka w ucho nie wpada. Cóż, za drugim razem już wpada. Przynajmniej mnie. „Straszny song o Mackiem Majchrze” jest wspaniały, piosenka Polly o piratce Jenny w połączeniu z mistrzowsko stworzoną i zatańczoną choreografią wprost zachwyca, nie wspominając, oczywiście, o „Balladzie o przyjemnym życiu”, którą uwielbiam. A momentem, który dosłownie wbił mnie w fotel było wejście Rafała Drozda na murek znajdujący się 10 cm przed moimi kolanami (cud, że mnie nie kopnął). Rzadko widzi się człowieka z tej perspektywy, a już tym bardziej człowieka z pomalowaną na biało twarzą, blizną na oku i śpiewającego razem z łażącymi wokół żebrakami o tym, żeby się życiu nie dać.

Na ten spektakl skusiła mnie gwiazdorska obsada (Dereszowska, Fraszyńska, Żebrowski, Pazura ❤ ) oraz fakt, że przyjechali oni do Krakowa, więc byłam w Teatrze 6. Piętro w Operze Krakowskiej. Jedno z najfajniejszych doświadczeń teatralnych, jakie przeżyłam. Ten skłodko-gorzki spektakl jest zabawny, zaskakujący i po prostu świetny, mimo że akcja dzieje się w jednym pokoju i opiera się na z pozoru zwyczajniej rozmowie czwórki bohaterów o bójce ich dzieci. Bawiłam się fantastycznie i chętnie poszłabym na „Boga mordu” jeszcze raz.

Książki

Zarówno tę część sagi o wiedźminie, jak i „Ostatnie życzenie” przeczytałam, bo pomyślałam, że jeśli kiedyś pojadę na „Wiedźmina” do Teatru Muzycznego w Gdyni, to fajnie by było znać oryginalną historię. Na „Wiedźminie” jeszcze nie byłam, ale cieszę się, że wyszłam z mojej książkowej strefy komfortu i skusiłam się na fantasy. Nie jest to historia, która zwaliła mnie z nóg, ale mimo wszystko, bawiłam się dobrze.

Oto książka, która wykorzeniła moją miłość do mięsa. Bałam się jej, bo kiedyś nie wyobrażałam sobie nawet jednego posiłku bez mięsa. Byłam nawet dumna z siebie, że jestem takim nieustępliwym mięsożercą. Chyba kojarzyło mi się to z siłą i męstwem. Teraz mięsa nie jem wcale. Szymon Hołownia patrzy na kwestię uboju zwierząt z perspektywy chrześcijanina, ale nie brakuje też tu naukowych argumentów za tym, żeby pożeranie mięsa chociaż trochę ograniczyć.

Książki o Solidarności i Lechu Wałęsie wkładam do jednej podkategorii, bo jest ich sporo. Są to: „Krótka historia Solidarności 1980–1989” Jana Skórzyńskiego, „Gdańsk według Lecha Wałęsy” Piotra Adamowicza, „Ja z Lechem Wałęsą” Cezarego Łazarewicza i Andrzeja Bobera oraz „Osobowość Lecha Wałęsy” Zbigniewa Zaborowskiego. Zanim ze zdziwieniem zaczniecie przecierać oczy, że ostatnio czytam książki głównie z nazwiskiem Lecha Wałęsy w tytule, to powiem tylko, że to jest niesamowity człowiek i w związku z różnymi kontrowersjami chciałam wyrobić sobie na jego temat własne zdanie. Historia Solidarności jest szalenie ciekawa, a dla mnie nawet wzruszająca. Jeżeli miałabym polecić, którąś z tych książek na początek, to zdecydowanie byłaby to „Krótka historia Solidarności 1980-1989”.

Muzea

Wizyta w Europejskim Centrum Solidarności była zwieńczeniem mojego „hype’a” na poznawanie historii Solidarności. Odwiedziłam wystawę stałą (bardzo nowoczesną, różnorodną i ciekawą), mediatekę, bibliotekę i archiwum. Myślę, że w filmie, który tam nagrałam mówię wszystko, co chciałabym powiedzieć na temat ECSu:


Podsumowując, ten miesiąc mogę zawrzeć w trzech słowach: Solidarność, wegetarianizm i… „kochamOperęza3grosze” (jedno słowo 😛 ). A co Was w tym miesiącu zainspirowało?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s