„Rodzina Addamsów” w Teatrze Syrena

Musical „Rodzina Addamsów” wystawia Teatr Muzyczny w Poznaniu i Teatr Syrena w Warszawie, a swoją premierę miał we wrześniu ubiegłego roku. Ja do Syreny dotarłam dopiero w tym miesiącu, ale i tak podzielę się moimi odczuciami. I tak off topic, to nie wiem, czemu wszyscy mówią, że Kraków i Warszawa się nie lubią! Warszawa jest super, a szczególnie fajne są te wszystkie fancy miejsca z hipsterskim jedzeniem (ok, wracam już do poprawnej polszczyzny 😛 ).


Do Teatru Syrena wpadłyśmy z koleżankami dosłownie 5 minut przed spektaklem. Nie znoszę być tak na ostatnią chwilę, ale prowadziłyśmy przy lampce wina bardzo poważną rozmowę o pozycji kobiet w społeczeństwie 😛 Skończyło się na tym, że do teatru musiałyśmy biec. Zdążyłam zauważyć przy wejściu na salę Kubę Jurzyka, zbić z nim pionę ominąć go zgrabnie (bo przecież go nie znam) i zasiąść na widowni.

Od razu zaznaczę, że nie znam żadnego filmu ani serialu o rodzinie Addamsów, więc oglądałam musical bez żadnych uprzedzeń. Spektakl jest leciutki jak piórko, łatwy w odbiorze i, mimo mrocznego klimatu, niesamowicie przyjemny, co na początku nieco mnie zaskoczyło. Zastanawiałam się, czy odbiorcą przedstawienia nie powinny być dzieci, ale pojawiające się co chwilę żarty z seksualnymi podtekstami przekonały mnie, że niekoniecznie 😛 Ostatecznie wyszłam z teatru bardzo zadowolona.

O czym jest ten spektakl? Nastoletnia Wednesday Addams zakochuje się w normalnym chłopaku, Lucasie. Jego rodzice nie przypuszczają, że wybranka serca syna należy do rodziny ekscentrycznych sadomasochistów. Lucas z rodzicami odwiedza Addamsów w ich wielkim dworze na bagnach. Jest to historia o akceptacji, miłości i o tym, jak ważna jest rodzina.

Tomasz Steciuk – podobno fanom musicalu tego aktora nie trzeba przedstawiać. Ja widziałam go po raz pierwszy. Zagrał świetnie uwodzicielskiego Gomeza Addamsa – kochającego ojca i zakochanego męża. Scena, w której tańczy tango ze swoją żoną Morticią (w tej roli wspaniała Anna Terpiłowska) wbija w fotel i jest moją ulubioną sceną z tego musicalu, a nawet jedną z ulubionych tanecznych scen, które widziałam kiedykolwiek.

Uwielbiam szaleństwo na scenie i podziwiam aktorów, którzy mają tyle dystansu do siebie, żeby zagrać coś, co wygląda jakby odbiła im szajba i zrobić to tak dobrze, że trzeba potem zbierać szczękę z podłogi. To właśnie dzieje się w „Rodzinie Addamsów”, kiedy Jolanta Litwin-Sarzyńska w roli nudnej Alice, matki Lucasa, przechodzi w wyniku pewnej pomyłki spektakularną metamorfozę. To co się wtedy dzieje, naprawdę trzeba zobaczyć!

Addamsom przez cały spektakl towarzyszą duchy przodków: panna młoda, biskup, muszkieter, królowa angielska, cheeleaderka i wiele innych, ale moje serce bezapelacyjnie skradła ciotka Herman. Pamiętając jeszcze cudowny „Cabaret” (i będąc w początkowej fazie planowania wyjazdu na „Kinky Boots” do Teatru Dramatycznego 🙂 ) nie mogłam nie zachwycić się Dawidem Pelowskim przebranym za drag queen i tańczącym w wysokich obcasach. Był bezbłędny!

W roli Festera wystąpił Damian Aleksander. Chyba nie przesadzę, jak powiem, że to legenda polskiej sceny musicalowej. Był przesympatycznym, zdziwaczałym wujkiem zakochanym w Księżycu. Agnieszka Tylutki jako wiecznie poważna Wednesday Addams porywała swoim mocnym, pięknym głosem. Pugsley Michała Rosińskiego też zasługuje na wyróżnienie, bo to młody aktor i doskonale zagrał brata Wednesday. Byłam ciekawa, czy pojawi się Rąsia i tak! Pojawiła się! 🙂

Mimo że scena w Teatrze Syrena jest stosunkowo niewielka, scenografia była imponująca. Pięknie zbudowany był hol w posiadłości Addamsów. Nie przeszkadzało mi nawet to, że w niektórych scenach tło było wyświetlane rzutnikiem. Kostiumy również robiły wrażenie. Świecące stroje duchów przodków dodawały upiornego klimatu 😀 Nie sposób nie zauważyć w tym spektaklu pracy choreografki Eweliny Adamskiej-Porczyk (Adamskiej! Widzicie to? 😀 ). Wszystko było świetnie zgrane, poczynając od fantastycznych układów tanecznych, a skończywszy na tym, jak poruszają się bohaterowie. Każdy z nich ma swój specyficzny sposób chodzenia.

I tutaj mogę płynnie przejść do roli Kamila Zięby, którego specjalnie zostawiłam sobie na koniec 🙂 Oczywiście, z pobudek czysto subiektywnych – po prostu go bardzo lubię. Nie zmienia to jednak faktu, że jego gra aktorska w tym spektaklu jest godna podziwu. Kamil wciela się w rolę kamerdynera Lurcha, który jest poskładany z różnych części ciała różnych ludzi. Podobno tylko jego serce jest addamsowe. Ponieważ Lurch nie jest „jednolitym” człowiekiem, porusza się tak, jakby każdą jego kończynę kontrolowała inna osoba, a do tego wydaje różne dziwne dźwięki. Zapewne taniec dla takiego Lurcha jest trudną sztuką, a już na pewno dla Kamila, który musi Lurcha zagrać. A Kamil robi to świetnie! Choreografia w scenie otwierającej z piosenką „Każdy Addams” wzbudziła we mnie obawy, że Lurch zaraz się rozleci. Kamil zebrał największe owacje po spektaklu. No i ma taki głos, że nic, tylko się rozpłynąć. Marzę o pójściu kiedyś na recital Kamila, jeśli taki zorganizuje.

Podsumowując, nie spodziewałam się tak szalonego i przyjemnego widowiska. Polecam wszystkim, którzy chcą się zrelaksować na lekkim musicalu.

instagram_icon_512 if_youtube_v2_386762 fb_icon

Wasza Zuzka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s