Willkommen, bienvenue, welcome – „Cabaret” w Teatrze Scena STU

Ten rok teatralno-musicalowy rozpoczął się dla mnie od „Cabaretu” w Krakowskim Teatrze Scena STU w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego. Spektakl miał swoją premierę 6 stycznia. Ja byłam na jednym z pokazów przedpremierowych, 3 stycznia. Zapraszam, jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń.


Pierwszy raz byłam w Krakowskim Teatrze Scena STU i wiecie co? Pierwszy raz też piłam kawę w foyer 😀 Bardzo symboliczny moment, który oczywiście uwieczniłam na zdjęciu.

Konstrukcja sali w Teatrze STU (będę używać skróconej nazwy teatru) jest bardzo specyficzna. W żadnym innym teatrze nie widziałam takiego ułożenia miejsc na widowni. Scena umiejscowiona jest na środku, a fotele ułożone z trzech jej stron. Aktorzy wychodzili zza kotary znajdującej się przy czwartej krawędzi sceny oraz z dwóch antresoli po bokach, a także z wejść dla gości. Na dodatek teatr ten jest bardzo mały i to wszystko sprawia, że widz ma wrażenie, że jest w samym centrum wydarzeń, że siedzi właśnie w prawdziwym przedwojennym kabarecie.

Dla osób nieznających fabuły, krótkie wprowadzenie. „Cabaret” to musical opowiadający historię romansu młodego Amerykanina Clifforda, przybyłego do Berlina, by szukać inspiracji do napisania swojej książki, i artystki estradowej Sally z kabaretu KitKat. Akcja dzieje się w przededniu dojścia Hitlera do władzy. Mimo że na horyzoncie widać już zapowiedź wojny, kabaret KitKat wydaje się być oazą wolności.

Powiem szczerze, czułam się trochę niezręcznie na początku, kiedy Krzysztof Kwiatkowski w roli Emcee, konferansjera, jak sam się przedstawił, wszedł na scenę powitać gości. Pełny makijaż na twarzy, kobiece ruchy, wysoki głos… Wiecie, nieczęsto się patrzy na takie coś 😛 Po pewnym czasie jednak ten dziwny dyskomfort przemienił się w podziw. „Cabaret” to jest jego spektakl. Moim zdaniem przyćmił wszystkich swoim fenomenalnym występem. Co chwilę zbierałam szczękę z podłogi, kiedy widziałam, jak tańczy w, nie przesadzam, 20-centymentrowych szpilach, kiedy wychodzi na scenę w kobiecych, seksownych strojach i wygląda przy tym, jakby to była dla niego najnormalniejsza rzecz na świecie. Uważam, warto iść na „Cabaret” chociażby po to, żeby zobaczyć właśnie jego.

Moją uwagę zwróciła również Joanna Pocica jako Sally Bowles. Jej rola była trudna przede wszystkim wokalnie, bo często śpiewała w dość niestandardowych pozycjach: pochylona, leżąc na podłodze, do góry nogami. Jej głos był perfekcyjnie czysty. Poza tym ujęła mnie autentycznością, z jaką zagrała kobietę „wrośniętą” w nocne życie Berlina, nieszczęśliwą, ale niewyobrażającą sobie innej rzeczywistości, nawet kiedy poznała mężczyznę, który chciał ją uwolnić.

Kreacje aktorskie to, zdecydowanie, mocna strona tej sztuki. Dorota Zięciowska i Andrzej Róg jako Fräulein Schneider i Herr Schultz byli wspaniali i chyba jako jedyni bohaterowie wzbudzali moją szczerą sympatię. Maciej Grubich świetnie zagrał zagubionego w Berlinie Clifforda, Kamila Bestry była fantastyczną, postępną Fräulein Kost. I na koniec mój kolejny ulubieniec, Marcin Zacharzewski, czyli Ernst Ludwig, nazista, występujący też w kabarecie, powiedziałabym, w przebraniu drag queen. To jak tańczył w pończochach, staniku i szpilkach razem z kobietami było po prostu oszałamiające!

Co jeszcze jest atutem faktu, że „Cabaret” jest grany akurat w Teatrze STU to to, że praktycznie zanika bariera między aktorami a widownią, a nawet można powiedzieć, że widownia staje się bohaterem spektaklu. Już na samym początku Emcee wita i rozmawia z widzami, którzy stają się na moment gośćmi kabaretu przybyłymi zza granicy. Potem interakcja między aktorami a widownią jest jeszcze bardziej bezpośrednia, ale nie będę zdradzać za wiele 🙂

Mimo biegających po scenie kobiet i mężczyzn w skąpych strojach, mimo żartów, którymi raczył nas Emcee, wciąż czułam gdzieś w tle ponurą atmosferę. Jakby za tymi makijażami, perukami i dzikimi tańcami kryli się ludzie rzeczywiście przerażeni wizją wojny i chcący oddalić ją od siebie jak najdalej. Co ciekawe, w spektakl były wplatane nawiązania do Unii Europejskiej jako próba uwspółcześnienia przekazu sztuki. Wyszło to naprawdę świetnie.

Ciekawostka: „Cabaret” może przywoływać niektórym skojarzenia z „Chicago” i słusznie. Nie dość, że te dwa musicale łączą nawiązania do kabaretu, to są to również dzieła tych samych ludzi. Piosenki w obu sztukach napisał Fred Ebb, a muzykę John Kander.

Podsumowując, WARTO! Tematyka trudna, pierwszy raz byłam na musicalu, po którym NIE wyszłam z bananem na twarzy. Technicznie wszystko dograne jest idealnie i wspaniale się to ogląda. Ogromny podziw dla Krzysztofa Jasińskiego, reżysera i dyrektora Teatru STU, za tak fenomenalny spektakl.

instagram_icon_512 if_youtube_v2_386762 fb_icon

Wasza Zuzka

6 uwag do wpisu “Willkommen, bienvenue, welcome – „Cabaret” w Teatrze Scena STU

  1. Oglądanie tego spektaklu z widowni, która otacza scenę, musi być niesamowitym przeżyciem! ❤ Co zabawne – Teatr Dramatyczny w Warszawie też posiada podobne miejsce (Scena na Woli), a jednak "Cabaret" jest wystawiany w PKiN… W każdym razie, po Twojej recenzji poczułam mega podekscytowanie na myśl, że prawdopodobnie do końca 2019 roku uda mi się to zobaczyć 😀

    Polubienie

    1. Bardzo polecam zobaczenie „Cabaretu” w tym teatrze. Scena znajdująca się w środku sali wymaga zupełnie innego poruszania się aktorów, więc spektakl na pewno różni się od tych wystawianych na „standardowych” scenach 🙂 Chciałabym bardzo porównać ten musical do tego warszawskiego, ale póki co mam bilet na chorzowski „Cabaret”, potem pomyślę o warszawskim 🙂

      Polubienie

  2. Obowiązkowo należy wspomnieć pani Zuzanno, że znakomicie dopełnia (a właściwie współtworzy) atmosferę berlińskiego kabaretu, grający na żywo zespół muzyczny. To rzadkość na polskich scenach.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mistrzu Ceremonii, nie mogę sie nie zgodzić 🙂 Grający na żywo zespół muzyczny, który niejako również staje się bohaterem spektaklu, doskonale wpasowuje się w klimat kabaretu i dzięki temu widzowie jeszcze bardziej mogą poczuć atmosferę Berlina w okresie międzywojennym 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s