Koncert Janka Traczyka i wychodzenie ze strefy komfortu ;)

Cała musicalowa Polska żyje wczorajszym koncertem The best of Broadway z Raminem Karimloo, na który nie mogłam, niestety, pojechać i żałuję strasznie 😦 Podobno było fantastycznie. Za to jestem wciąż pod wpływem wydarzeń z soboty. Dlaczego mam problem z podchodzeniem do artystów i jak poznałam ludzi zakręconych muzycznie w tę samą stronę co ja – o tym w dzisiejszym poście z koncertem Janka Traczyka w tle.


Impuls

Miał być dzisiaj post o moich musicalowych książkach, ale parę dni temu impulsywnie kupiłam bilet na sobotni Koncert Nastrojowy Janka Traczyka w Krakowie. Zrobiłam to pod wpływem ostatniego video Studia Accantus.

„Cześć, słodziaki!” – od tych słów zaczął się koncert 🙂 Był cudowny! Janek grał i śpiewał przede wszystkim swoje utwory z płyty „Piosenki nastrojowe” i ze spektaklu własnego autorstwa (oraz Piotra Orycha) „Byłem w Ameryce”. Było też kilka piosenek, prapremierowo, z najnowszej płyty Janka, która ma ukazać się na wiosnę przyszłego roku. Ja osobiście byłam przeszczęśliwa, że znalazł się też czas na piosenkę z „Upiora w Operze” (poprzedzoną ostrzeżeniem, jak to Kasia, managerka Janka, zamienia się w upiora, kiedy widzowie telefonami nagrywają koncerty xD ). Koncert, tradycyjnie, zakończył się francuską wersją „Czasu katedr”, która zawsze wbija mnie w krzesło. Zawsze!

Piosenki Janka mają romantyczny klimat. W większości opowiadają o nieszczęśliwej miłości, ale Janek potrafi tak poprowadzić swoje koncerty, że absolutnie nie wychodzi się z nich z bólem w sercu i myślą o upiciu się tanim winem, bo piosenki umiejętnie przeplatane są zabawnymi historyjkami. Na dodatek, jak jestem na koncercie Janka, to mam wrażenie, że dryfuję w innej czasoprzestrzeni i nie mam ochoty wracać do rzeczywistości. Wiedziałam, że muszę cyknąć jedną chociaż fotę na bloga, ale tak bardzo nie miałam ochoty wyciągać telefonu, żeby nie zniszczyć tego wrażenia. Dlatego to jedno zdjęcie, które zrobiłam jest takie krzywe 😛

Ryzyko

Coś takiego jest w Janku, że na jego koncertach można odpłynąć, zamyślić się, wyłączyć… To już drugi jego koncert, na którym byłam i drugi raz to czułam.

No dobra, nie do końca byłam tak wyluzowana. Oczywiście, Janek potrafi stworzyć przemiłą atmosferę, rozbawić do łez i wzruszyć, tylko że miałam wciąż w głowie myśl, że po koncercie „muszę” zrobić coś, co dla mnie ocierało się o hardcore 😛 Mianowicie, chciałam bardzo pójść na afterparty z dziewczynami z Janek Traczyk Team (grupy na facebooku).  Nie znałam żadnej z nich, byłam tam sama i to miało być moje pierwsze spotkanie z ludźmi z internetu 😛 Poza tym mam dużą trudność z zagadaniem do obcych ludzi i generalnie byłam sparaliżowana. Oczywiście, niesłusznie 😛

Dziewczyny okazały się PRZEMIŁE. Piszę „dziewczyny”, bo akurat były same dziewczyny. W teamie Janka są głównie przedstawicielki płci pięknej (hmm, ciekawe czemu? 😛 ), ale ogólnie do Teamu też należą mężczyźni 😀 Ale wracając… dziewczyny okazały się przemiłe! Po 5 minutach rozmowy miałam wrażenie, że znamy się już co najmniej od paru miesięcy, a po kilku godzinach już planowałam wyjazd z kilkoma z nich do Warszawy.

Rozkmina

Aa, no i kolejna hardcorowa rzecz, którą zrobiłam to podejście do Janka. Paraliżowało mnie to jeszcze bardziej niż zagadanie do dziewczyn. Wiem, bezpodstawnie, ale kiedy mam podejść do jakiejś znanej osoby, to w głowie buduję sobie dystans między nią a mną. Pamiętam moje spotkanie z Kają z Globstory na urodzinach jej kanału. Trzęsłam się jak galareta. Tym razem nie było lepiej 😛 Tak myślę, że to dlatego, że tak bardzo chciałabym NIE sprawiać wrażenia, że traktuję artystę przedmiotowo, żeby on nie pomyślał, że chcę tylko cyknąć fotę i pochwalić się nią na insta, a on jako człowiek jest nieważny. Chciałabym powiedzieć coś nieoklepanego, coś, co zapamięta. I po prostu nie wiem, jak to zrobić mając 2 minuty na rozmowę. No nie wiem! Do tego dochodzą pokoncertowe emocje, usilne staranie się nie wyjść na głupka przed osobą, którą się podziwia i… no dramat! Czy wy też macie taki problem, czy tylko ja za bardzo rozkminiam takie rzeczy i wyobrażam sobie niewiadomoco? A może dla artystów to jest taki chleb powszedni, że nie przeszkadzają im te 2-minutowe rozmowy i cykanie fotek? W końcu dzięki fanom mogą robić to, co kochają.

Kurcze, to jest chyba temat na osobny post 😀 Anyway, po koncercie pojechałyśmy do Restauracji Sukiennice na jedzenie i grzane wino (tudzież piwo). Poznałam fantastyczne dziewczyny i naprawdę czułam się, jakbyśmy były siostrami. I tak, jedziemy w styczniu do Warszawy na „Byłem w Ameryce”.

instagram_icon_512 if_youtube_v2_386762 fb_icon

Wasza Zuzka

3 uwagi do wpisu “Koncert Janka Traczyka i wychodzenie ze strefy komfortu ;)

  1. Co do tej strefy komfortu… Gdy ładnych parę lat temu poszłam po raz pierwszy pod stage door, zdenerwowana po cebulki włosów, okazało się, że jestem jedyną czekającą osobą – przerażające. Człowiek, którego chciałam poznać, wreszcie się pojawił, zauważył mnie, stojącą nieopodal z wytrzeszczonymi oczami i uprzejmie czekał, aż mój paraliż minie i podejdę. Zrobiłam to, przywitałam się grzecznie, po czym uświadomiłam sobie, że mam w głowie całkowitą pustkę, nic, niente, tabula rasa (a przygotowałam sobie uprzednio długą przemowę!). Wobec tego co mu powiedziałam? Tak jest: „Yyy… bardzo przepraszam, ale zapomniałam, co chciałam powiedzieć”. Kurtyna.
    Roześmiał się.
    Dalej już poszło jak z płatka.
    Minęły cztery lata, widujemy się od czasu do czasu i konwersujemy zupełnie normalnie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s