Musicale świata 2 – dajcie Małopolsce więcej musicali

Tydzień temu, jadąc do pracy, zobaczyłam w okolicach Miasteczka Studenckiego AGH mały plakat z napisem „Musicale świata 2” i datą 25 listopada. „No kurcze! Koncert musicalowy w Krakowie w tym tygodniu i ja nic o tym nie wiem!”, pomyślałam. W Krakowie jest posucha, jeśli chodzi o musicale, dlatego bardzo staram się czatować na cokolwiek, co się tu odbywa. Udało mi się jeszcze kupić bilet. W 5 rzędzie!


miało być epicko, a wyszło… nie bardzo

Jak coś bardzo kocham, to ciężko mi to skrytykować. Jestem maksymalnie subiektywna. Kto też tak ma, ręka w górę 😀 I dziś, chyba pierwszy raz od początku mojego musicalowego świra, muszę przyznać, że coś mi się nie podobało. Nie zrozumcie mnie źle, na koncercie ogólnie bawiłam się świetnie i były elementy, które mnie zachwyciły, o których napiszę później. Najpierw jednak rozprawię się z tym, co ten koncert psuło.

Pomiędzy piosenkami musicalowymi było kilka występów baletu Compagna della Rupe z Włoch. Może będę trochę brutalna, ale ich udział w tym koncercie, według mnie, totalnie zepsuł odbiór całości i pasowali tu jak kwiatek do kożucha. Zatańczyli kankana, jakiś dziwaczny taniec inspirowany Indiami i występowali też w „Tango Roxanne” oraz „Tańcz, ma Esmeraldo”. Ok, te dwa ostatnie tytuły to rzeczywiście songi z musicali i może bym przymknęła oko na ich obecność na scenie, gdyby nie to, że… no tańczyli tak sobie. Nierówno, niepewnie, a podczas kankana zaledwie dwie dziewczyny potrafiły podnieść nogę powyżej poziomu talii. Reszta tancerek była kompletnie nierozciągnięta i wyglądało to co najmniej komicznie. Poza tym, ich mimika była praktycznie zerowa. Uważam, że taniec jest trochę jak teatr. Taniec wyzwala w tancerzu mnóstwo emocji i żeby mógł on zarazić nimi widownię, powinien całym sobą zanurzyć się w ich przeżywaniu. Powinien te emocje pokazywać całym sobą, również, a może przede wszystkim, na twarzy. Tancerze z Compagnii della Rupe mieli kamienne twarze, niezdradzające kompletnie żadnych emocji.

Scena, w której Mario Tysserand (również członek rzeczonej Compagnii) śpiewał „Tańcz, ma Esmeraldo” była bardzo zagmatwana, bo tenże Mario przebrany był za Quasimodo, na podłodze leżała nieżywa Esmeralda, a na prawo od nich był… kolejny Quasimodo i kolejna Esmeralda, tylko tańczący. Noo.. prawie tańczący, bo przez połowę piosenki leżeli.

Mogę podejrzewać, że do Polski na ten koncert przyjechał drugi skład tego baletu albo coś w ten deseń, ale dla widza niewielkie ma to znaczenie. Przychodzę na koncert po to, żeby się zachwycić i nie zastanawiam się, co stoi za brakiem profesjonalizmu wykonawców (bo to na pewno nie był tylko „zły dzień”).

jednak jakieś światełko w tunelu było

No dobra, żeby nie było, że wciąż narzekam: były dwie cudowne rzeczy, na tym koncercie. Pierwsza to orkiestra, a raczej orkiestry, bo występowały dwie na raz: Orkiestra OBLIGATO pod dyrekcją Jerzego Sobeńko i eM BAND Orkiestra Rozrywkowa Miasta Jaworzna. Nie znam się bardzo na muzyce od strony technicznej, ale te orkiestry zaspokoiły moje potrzeby artystyczne.

Drugi wspaniały aspekt: wokaliści, a konkretnie Agnieszka Koziarowska, Martin Fitch oraz (najlepsze na koniec) Edyta Krzemień i Damian Aleksander. Jak dla mnie, ta ostatnia dwójka mogłaby przez te 2,5 godziny nie schodzić ze sceny. Prawdopodobnie byłabym wtedy bardziej zadowolona. Byli cudowni!

Mała dygresja, właśnie się zorientowałam, że wspomniany Martin Fitch to tak naprawdę Polak, Marcin Mroziński. Wow! Jaka ta moja musicalowa wiedza jest jeszcze wybrakowana. Ale szacun! Śpiewał po angielsku bez żadnych naleciałości wschodnich.

Wracając, kiedy Edyta Krzemień i Damian Aleksander zaśpiewali „Na orbicie serc” z „Tańca wampirów”, wbiło mnie w fotel dosłownie. Widziałam tę dwójkę pierwszy raz na żywo i byłam zachwycona! Porywali każdą piosenką, a na szczęście, mieli ich sporo. To oni ciągnęli ten koncert i dzieki nim mogę uznać, że dobrze wydałam pieniądze na bilet.

Niewątpliwie nie bez znaczenia było też miejsce, w którym odbywał się koncert – Centrum Kongresowe ICE, czyli jedna z najpiękniejszych sal widowiskowych w Krakowie. Uwielbiam tu przychodzić.

zróbcie w krakowie taki teatr jak w gdyni!

Mam wrażenie, że koncert był przygotowywany na szybko i widać było jego niedopracowanie. Compagnia della Rupe na nie, wokaliści na tak. Tak czy siak, miło było posłuchać musicalowych songów w Krakowie – mieście, które nie posiada własnego porządnego teatru muzycznego.

No dobra, posiada Teatr Variete, ale to jest teatr, który powstał 3 lata temu i jego repertuar jest jeszcze dość ograniczony, nad czym ubolewam i liczę na rychłą zmianę tej sytuacji!

PS Kupiłam domenę i kolejny wpis będzie już pod nowym szyldem, więc stay tuned!

Wpadajcie na instagram i na YT!

instagram_icon_512if_youtube_v2_386762

Wasza Zuzka

2 uwagi do wpisu “Musicale świata 2 – dajcie Małopolsce więcej musicali

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s